Historia parafii nabrała przyśpieszenia o godzinie 1:20, z 9 na 10 maja 2003 roku.
Teraz wszystko wygląda zwyczajnie. Obok plebanii budujący się kościół, fronton poznaczony plastrami rusztowań, rozgardiasz piasku i żwiru, krzątanina robotników. Bóg, władca czasu, opatruje rany, nawet te najmniej spodziewane i najbardziej dotkliwe. -To był rzeczywiście nasz mały koniec świata-wspomina ks. Józef Makowski, miejscowy proboszcz. -Ta straszna burza w nocy z 9 na 10 maja i piorun, który uderzył o 1. 20. Ludzie gromadnie rzucili się do ratowania płonącej świątyni; pół parafii stanęło na nogi, najpierw chwyciłem Najświętszy Sakrament, potem kilkudziesięciu mężczyzn z narażeniem życia, w pośpiechu, między ogniem, dymem i wodą burzowej ulewy, wynosiło sprzęt kościelny. Ogromna manifestacja wiary. Nawet dziś trudno mówić o tym bez wzruszenia-urywa ks. Józef. -Ale Bóg czuwał, nikomu nic złego się nie stało - dodaje. Po pożarze, w zabytkowym osiemnastowiecznym kościele nie dało się już sprawować kultu. Świątynia, "po przejściach" odeszła na zasłużoną emeryturę do sądeckiego skansenu. A wierni zostali praktycznie bez kościoła; nowy, którego budowę zaczęli w 2000 r., "składał się" z samych ścian. - Parafia nie jest duża, liczy 2 500 ludzi - mówi ksiądz proboszcz - ale praktycznie wszyscy przystąpili do dzieła budowy ze zdwojoną mocą. Dzięki Bożemu Miłosierdziu, ogromnemu poświęceniu parafian i pomocy płynącej z różnych stron udało się to, co praktycznie wydawało się niemożliwe: z końcem jesieni przykryliśmy nowy kościół. Do tego czasu modliliśmy się między murami, co zresztą było swoistym rozwiązaniem problemu stojących poza kościołem, jaki nęka wiele parafii - u nas wszyscy byli w kościele, a zarazem na polu - uśmiecha się ks. Józef. Historia parafii, istniejącej od 1971 r., nabrała przyśpieszenia o godzinie 1. 20, w nocy z 9 na 10 maja 2003 r. Patrząc z perspektywy ogień, jaki wtedy spadł z nieba okazał się błogosławieństwem: wyzwolił bowiem w ludziach nowe pokłady dobra, duchowej energii i zaangażowania, umocnił wiarę - można rzec - wypalił parafian na nowo. (Art. z Tarnowski Gość Niedzielny) Po spaleniu nasz kościół drewniany został przeniesiony do "Miasteczka Galicyjskiego" w Nowym Sączu, całkowicie odbudowany i przywrócony do jego pierwotnego wyglądu.

Drewniany kościół przed i po spaleniu
